1 etap. "across Africa"

no więc... przymiarka pod rozpisanie drogi - i należne Wam słowo wyjaśnienia...

otóż wyjazd ten, to moje marzenie. pierwsze, najdawniejsze i najgłębiej skrywane. moje marzenie. nie dla kogoś, nie dla sprawy, nie dla realizacji czyjegoś planu, tylko moje...

ale dziś, to już jest tez i plan. przemyślany, przegadany, przeanalizowany - dobry plan... więc jak każdy dobry plan, na pewno się nie uda :) więc liczę się z koniecznością przyjęcia 15-30% marginesu bezpieczeństwa "in plus".
poniżej pokazana trasa pierwszego etapu to uwzględnia, o ile nie przedobrzyłem oczywiście... :)

jednak poza tym, że to marzenie i plan, to też jest coś więcej... bo Afryka - to tajemnica, to kolebka, to przygoda, to nieznane... to "Czarny Ląd", to miejsce „magiczne” i „czarodziejskie”… to miejsce, z którego ludzkość, a raczej: hominidy i ich kolejni reprezentanci wyruszyli w swoją pierwszą epicką podróż, trwającą od prawie 2 mln lat i trwającą do dziś. w podróż, która już miała swój etap na księżycu, a kto wie gdzie się zakończy...
wyruszyli w tą podróż przedziwną, przerywaną stagnacją, kataklizmami, śmiercią, powrotami, przedziwnymi zakrętami dziejowymi, ale też zdobywaniem wiedzy, umiejętności, rozwojem i ponownym wyruszaniem nowych rodzajów człowiekowatych.
to ONI wyruszyli w podróż, która doprowadziła ICH do NAS.
to dzięki NIM - dzięki tym którzy pierwsi wyszli z Afryki i tym, którzy ruszyli w ich ślady - MY teraz jesteśmy kim jesteśmy… i mówimy o sobie SAPIENS - nie zawsze zresztą zasłużenie
zatem wyjazd ten, to wyraz hołdu i podziwu dla NICH i przesłanie, że jesteśmy a raczej powinniśmy być jednością, jedną rodziną i powinniśmy czuć się wszyscy wobec siebie solidarni.

układając pierwszy etap, dobierałem drogę maksymalistycznie. to jest tak, by zobaczyć i odwiedzić miejsca mnie interesujące. bądź w pobliżu trasy odcinka, bądź w okolicy jego punktu końcowego postaram się króciutko opisać czemu taka a nie inna droga, po podaniu trasy każdego kolejnego odcinka.

weźcie też proszę pod uwagę, że w każdej, ale to dosłownie w każdej części drogi powtarzają się te same powody, nieustannie mnie zadziwiające , które są tak naprawdę przyczyną tego wyjazdu.
a są to: historia, obce kultury, ludzie, przyroda, dziko i obco i inaczej... i marzenia...

Miejsca dla mnie szczególne w tym etapie drogi, to między innymi:
• najstarsze miasta świata: Niniwa, Ur, Uruk, Eridu, Babilon
• miejsca kultów religijnych: Mekka, Medyna, Lalibela, Axum
• stanowiska archeologiczne i zabytki: Irak, Iran, Egipt Etiopia, Tanzania, RPA
• regiony: Ukraina, Krym, Kaukaz, Azja Mniejsza, Etiopia, Dżibuti, Wielki Ryft Afrykański, Wielkie Jeziora Afrykańskie, Wodospady Wiktorii, RPA

jak chcę jechać? a to już wynika z przyjętej filozofii wyjazdu i mojej ciekawości, ale też i ostatnich wydarzeń w Afryce (Egipt, Sudan, Etiopia-Dżibuti) i Azji Mniejszej (Turcja, Syria, Irak, Iran)...
to będzie wyjazd samochodem 4x4. nie dlatego 4x4, że to ma być rajd off-roadow. absolutnie nie.

chcę mieć samochód 4x4 dla bezpieczeństwa przejazdu, dla komfortu i spokoju, że gdy się trafi rzeczka bez mostu albo ostrzejszy podjazd, tudzież rumowisko, pojadę spokojnie dalej.
to ma być - zgodnie z zamierzeniem - samochód przystosowany, z zabudową wewnętrzną a'la camper.
dwuosobowy, z miejscami do spania, z kuchenką i wyposażeniem pozwalającym na przemieszkanie i przeżycie 8 miesięcy, a w razie "W" - ma pozwolić na dzień/dwa nie wychodzenia z pojazdu...  różne rzeczy mogą się po drodze przydarzyć i nie zawsze wyjście z pojazdu jest dobrym rozwiązaniem.

i w ten sposób, doszliśmy do terminów i trasy. wymarzonej... :))
 

WYJAZD: 15 marzec 2017 roku... to moje 50te urodziny... :)

dzień 1-2
Warszawa - Tarnopol (UA), ok. 500 km
z Tarnopola pochodzi rodzina mojej Babci ze strony Ojca. nigdy się nie złożyło żeby tam pojechać, więc nie mogę opuścić takiej sposobności... poza tym, do obejrzenia - niestety pobieżnego - jest Lwów, przez który będę przejeżdżać.

dzień 3-4
Tarnopol - Żytomierz (UA), ok. 300 km
z Żytomierza pochodzi rodzina mojej Dziadka. Ojca mojego Ojca. nie miałem okazji go poznać - zmarł na 4 miesiące przed moimi urodzinami. muszę tam pojechać... poza tym po drodze jest sławny swego czasu Zbaraż, Krzemieniec i inne miejsca pamiętne dla Rzeczpospolitej.

dzień 5-7
Żytomierz - Zaporoże (UA), ok.550 km
Kijów. po drodze jest Kijów i to wystarcza za wytłumaczenie. chcę przy okazji zobaczyć Zaporoże i - jeżeli gdzieś na wyspach dnieprowskich są - pamiątki, zabytki po Siczy Kozackiej

dzień 8-9
Zaporoże - Jałta (RU), ok. 450 km
pewnie krócej byłoby jechać omijając Krym, ale wtedy nie zobaczyłbym Jałty, Sewastopola, Bachczysaraju... więc jak to mawia mój 6-cio letni powód do życia - Antoni: koniecnie Ksystof, koniecnie...

dzień 10
Jałta - Kercz (RU), ok. 250 km
przy tej drodze są skalne miasta... a więc? a więc koniecnie...

dzień 11-12
Kercz - Stawropol (RU), ok. 650 km w tym przeprawa promem
narzucamy większe tempo. do tej pory przejadę ponad 2.000 kilometrów, a już 9 dni w plecy. "trza" pogonić... ale to może jutro... ;)

dzień 13-14
Stawropol - Suchumi (GE), ok. 650 km
i znów: pewnie krócej byłoby jechać bezpośrednio do Tbilisi, ale wtedy nie pojechałbym nad Morzem Czarnym anie przez Suchumi ani (następnego dnia) przez Batumi...

dzień 15-16
Suchumi - Batumi (GE), ok. 250 km
trochę wolniej, może "ciut" byczenia się na plażach - jeżeli marcowa pogoda będzie sprzyjać... ;)

dzień 17-18
Batumi - Apnia (GE), ok. 250 km
w Apni są ponoć przecudowne jaskinie i średniowieczne zabytki. "się" zobaczy :)

dzień 19-20
Apnia - Gori (GE), ok. 250 km
Gori... miasto rodzinne Józwy Stalina... a więc? a więc koniecnie...

dzień 21-22
Gori - Tbilisi (GE), ok. 100 km
o Tbilisi nie trzeba pisać. trzeba je zobaczyć. a po drodze jest jeszcze Mtskheta, w której jest nieziemsko piękny kompleks świątynny.

dzień 23-25
Tbilisi - Baku (GE), ok. 550 km
po drodze góry, góry i jeszcze raz góry... nie wolno się spieszyć, trzeba chłonąć widok, świat, majestat... a potem? a potem trzeba wymoczyć nogi w Morzu Kaspijskim.

dzień 26-28
Baku - Maragheh (IR), ok. 750 km
po drodze znów góry, góry i jeszcze raz góry - one się nie nudzą, nie powszednieją... ale też i wielkie słone, bezodpływowe jezioro, które zmienia swoją objętość ponad dwukrotnie i Irak. miasto Tebriz

dzień 29-31
Maragheh - Mosul (IQ), ok. 450 km
na północny wschód od Mosulu są ruiny Niniwy. Kosidowski pokazał mi czym była Niniwa. jeżeli ją zobaczę, to licząca się część moich marzeń z dzieciństwa zostanie zrealizowana... następne części - w następnych dniach...

mija miesiąc od wyjazdu z domu. wierzę, że to będzie najszczęśliwszy miesiąc w moim życiu...

dzień 32-34
Mosul - ruiny Assur (IQ), ok. 150 km
ruiny Assur (oryginalna pisownia nazwy stolicy Asyrii: C+B-Assyria-CuneiformImage2.PNG). kolejna część moich marzeń...

dzień 35-37
ruiny Assur - Attayige (IQ), ok. 400 km
niedaleko od Attayige są ruiny Babilonu. i następna część realizacji moich celów życiowych...

dzień 38-40
Attayige - ruiny Uruk (IQ), ok. 200 km
Uruk... najstarsze miasto na świecie... nie darowałbym sobie, gdybym będąc tak blisko, nie zobaczył tego miejsca, nie usiadł na ruinach zabudowań, w których żyli ludzie 6.000 lat przed Chrystusem... qrka... 8.000 lat temu. nasze zabytki przy tym, to zabudowania gospodarcze które postawił dziadek...

dzień 41-44
ruiny Uruk - ruiny Ur i ruiny Eridu (IQ), ok. 100 km
Ur i Eridu... :) kolejne wykopaliska, ruiny, prahistoria cywilizacji. to nasi kulturowi przodkowie... a więc? a więc koniecnie... :)

dzień 45-46
ruiny Ur i ruiny Eridu - Kuwejt (KW), ok. 350 km
w sumie to nic mnie tu nie ciągnie... ot, po prostu przejeżdżam tędy w drodze do Arabii Saudyjskiej i Mekki.

dzień 47-48
Kuwejt - Al-Dammam (SA), ok. 450 km
powody dojechania tutaj? jak wyżej.

dzień 49-51
Al-Dammam - Rijad (SA), ok. 400 km
po drodze do Mekki... może nawet, jak się da, to ominę Rijad. zamieszkałe przez ponad 5mln ludzi mrowisko jakoś mnie nie ciągnie... a poza tym, przede mną najdłuższy jednorazowy odcinek drogi.

dzień 52-54
Rijad - Mekka (SA), ok. 900 km
powody dojechania tutaj? naprawdę trzeba pisać? Mekka aż tyle i tylko tyle... koniecnie Ksystof, koniecnie... nawet jak nie uda się wejść/wjechać, to być pod Mekką, patrzeć na ludzi, może poznać i porozmawiać. koniecnie...

dzień 55-57
Mekka - Medyna (SA), ok. 450 km
Medyna, jako drugie co do ważności kultu miastem świata Islamu. a poza tym, tu nie ma restrykcji w dostaniu się do miasta takich jak w Mekce. a więc? :) a więc - koniecnie...

dzień 58-60
Medyna - Duba (SA), ok. 700 km
wzdłuż Morza Czerwonego. kwiecień... będzie moczenie tyłka jak nic... :)

dzień 61
Duba - Safadża (EG), ok. 200 km - przeprawa promowa przez Morze Czerwone
jakoś trzeba się do Afryki dostać...

dzień 62-67
Safadża - Kair (EG), ok. 600 km
tu najprawdopodobniej rozstanę się z częścią wycieczki, która nie może poświęcić następnych miesięcy na drogę.
a poza tym?
poza tym - Giza... piramidy, sfinks, medyna kairska, muzeum kairskie, cudeńka...

od tej chwili będę jechał być może sam... trochę strach, ale wszystko jest dla ludzi, a jak ktoś guza nie szuka, to i ma szanse go nie znaleźć ;)

dzień 68-73
Kair - Luxor (EG), ok. 600 km
Luxor, a tam: Świątynia Luksorska,Świątynia w Karnaku,Muzeum Luksorskie, Dolina Królów, Dolina Królowych, Świątynia Hatszepsut, Świątynia Seti I, Kolosy Memnona, Świątynia Ramzesa III, Deir el-Medina Wioska Budowniczych Grobowców... nie darowałbym sobie...

dzień 74-79 Luxor - Asuan (EG), ok. 250 km
Asuan - niezbędnie. tama, wioski nubiskie, zabytki Abu Simbel uratowane przed zalaniem przez sztuczne jezioro...

dzień 80-83 Asuan - Wadi Halfa (SD), ok. 400 km, w tym ponad 350 km promem przez Jezioro Nasera
wolałbym dojechać do Sudanu brzegiem Morza Czerwonego, ale ponoć tej drogi fizycznie nie ma, a prom to jedyna dostępna droga łącząca Egipt z Sudanem...

dzień 84-86 Wadi Halfa - Abu Sari (SD), ok. 300 km
tylko dlatego, że następny przystanek to Chartum i Omdurman...

dzień 87-92 Abu Sari - Chartum (SD), ok. 650 km
Chartum i Omdurman. no przecież, że będę tam szukał śladów i potomków Stasia i Nel i ich negro-afrykańskich przyjaciół Kalego i ... ;)

dzień 92-94 Chartum - Al-Kadarif (SD), ok. 400 km
następny odcinek kończy się w Etiopii... tylko z tego powodu jadę tą drogą...

dzień 95-97 Al-Kadarif - Gonder (ET), ok. 350 km
Etiopia... wymarzona... Gonder nad jeziorem Tana. miasto pałaców, dawna stolica cesarstwa Etiopii. ogrom historii, przecudowna kultura i ludzie

dzień 98-100 Gonder - Aksum (ET), ok. 350 km
Aksum. tu podobno przechowywana jest Arka Przymierza. najświętszy z najświętszych przedmiotów judaizmu.
ponadto niedaleko jest Yeha. a co to jest Yeha? a kliknijcie na link - jak sam się znam, to pewnie coś związanego z archeologią i historią człowieka... :)

dzień 101-105
Aksum - Kobo (ET), ok. 400 km
w drodze do miejsca wykopalisk Ardi i Lucy. a to jest mój cel... tam chcę i muszę być...

dzień 106-116
Kobo - dolina Auasz i dolina Omo (ET), ok. 500 km
dolina Auasz - tu żyła i tu zmarła Lucy...
dolina Omo - tu żył i tu zmarł Ardi...
stąd wyszli nasi przodkowie i doszli do... domu.

stąd tak naprawdę zaczynam swój projekt...
bo to właśnie TU jest to (umownie założone przeze mnie) miejsce, skąd hominidy czy człowiekowate czy homo erectus (czy jak inaczej jeszcze naszych przodków nazwać) wyruszyli w swoją podróż. w podróż, która doprowadziła ich do nas. do mnie. do Ciebie, do Was i do nich też... 
to dzięki tym, którzy ponad 2 mln lat temu stąd wyszli, my teraz istniejemy i jesteśmy tym, kim jesteśmy.

ten projekt to mój hołd, wyraz podziwu i szacunku dla nich...

pierwszym etapem ekspansji hominidów było zasiedlenie Afryki. wybrałem południe Afryki wychodząc z założenia że, przyjechawszy z północy i dojechawszy na południe nie dam rady "nie trafić" w ślady naszych przodków... i dlatego w ten właśnie sposób następuje mój ulubiony ciąg dalszy ;)
 
dzień 117-119
dolina Auasz - Ziway (ET), ok. 250 km
Wielki Rów Afrykański. tu jest prawie jego początek - wcześniej jest Dżibuti, ale tam mogę nie trafić ze względu na zatargi na linii Etiopia - Dżibuti, choć dołożę wszelkich starań...
natomiast tu się zaczyna moja przygoda z dryfem kontynentalnym, bo to tu jest miejsce, gdzie Afryka jest rozrywana przez te potężne (najpotężniejsze na naszej planecie) siły geologiczne.
następne odcinki, do Wodospadów Wiktorii włącznie, to przygoda z Wielkim Rowem Afrykańskim
poza jednym. w Tanzanii w Olduvai i w Sterkfontein w RPA.
tam też żyły hominidy...

dzień 120-132
Ziway - Isiolo (KE), ok. 1.100 km
Wielki Rów Afrykański. ciąg dalszy ryftu, a ja - w drodze do Olduvai

dzień 132-140
Isiolo - Olduvai (TZ), ok. 750 km
Olduvai. i tu żyli nasi przodkowie. i tu też walczyli o przetrwanie i tu też pozostawili swoje szczątki i tu też chcę być

dzień 141-143
Olduvai - Bunda (TZ), ok. 260 km
wracam do Wielkiej Doliny Ryftowej. Jezioro Wiktorii. i nic więcej nie trzeba mówić... bo nie ma nic do dodania. wszystko wiadomo.

dzień 144-153
Bunda - Kigoma (TZ), ok. 850 km
a teraz z kolei Jezioro Tanganika i dalszy ciąg Wielkiej Doliny Ryftowej

dzień 154-166 Kigoma - Mbeya (MW), ok. 1.050 km
wzdłuż Jeziora Tanganika, obok bezodpływowego, słonego (czasem wysychającego) jeziora Rukwa do Jeziora Niasa. to trzecie i ostatnie z Wielkich Jezior Wielkiego Ryftu Afrykańskiego

dzień 167-176 Mbeya - Lilongwe (MW), ok. 750 km
wzdłuż Jeziora Niasa do stolicy Malawi. to miasto mnie nie odrzuca - ma niewiele ponad 800 tys. mieszkańców a dla odróżnienia od innych - ma historię o długości krótszej niż życie niejednego z nas... zostało założone w 1947 roku :)

dzień 177-190 
Lilongwe - Victoria Falls (ZW), ok. 1.300 km
Wodospady Wiktorii. nie sądzę żeby potrzebne były jakieś komentarze i wyjaśnienia...

dzień 191-205  
Victoria Falls - Sterkfontein Caves (ZA), ok. 1.400 km
Sterkfontein... prawie 2,2 mln lat temu żyli i umierali tam ludzie. i ja nie potrzebuję innych powodów, żeby tam pojechać.

dzień 206-218 
Sterkfontein Caves - East London (ZA), ok. 1.000 km
do wybrzeża oceanu. i teraz już naprawdę wolniutko i odpoczywając

dzień 219-235 
East London - Agulhas (ZA), ok. 1.000 km
tu jest najdalej wysunięty na południe skrawek Afryki. tam chcę stanąć i popatrzeć jeszcze dalej na południe...

dzień 236-250 liczone z 14 dniowym urlopem na plażach Kapsztadu... :)
Agulhas - Kapsztad (ZA), ok. 250 km
koniec tego etapu drogi o długości ok. 26.000 km, która w szkicu wygląda mniej więcej tak:




teraz powrót, a jest kilka realnych opcji.
opcja 1 - samochód zostawiam w depozycie - najchętniej w Kairze - w końcu następna trasa też wymaga przyjazdu do Afryki, a ja wracam samolotem do domu
opcja 2 - samochód zostawiam w depozycie (j.w.) a ja wracam statkiem
opcja 3 - samochód zostawiam w depozycie (j.w.) a ja wracam w sposób kombinowany. pociągiem, stopem, transportem lokalnym... a jak już nie dam rady inaczej - to samolotem.
opcja 4 - samochód ns statek, ja na statek i wracamy na teren UE. pewnie do Anglii i stąd - do domu
opcja 5 (najmniej prawdopodobna) - wracam do domu samochodem. to wymagać będzie kolejnych 3-4 miesięcy czasu... a tyle mieć nie będę...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz