03 sierpnia, 2017

wakacje 2016 - nieudany ciąg dalszy

Niestety jak w temacie.
Wyjazdowo, prywatnie i rodzinnie, ten miniony rok był do kitu.
Dlaczego wyjazdowo?
Ano dlatego, że mając już wizę do Turcji, plan drogi przez Albanię i Grecję i skompletowaną ekipę dowiedzieliśmy się, że Turcy postanowili się wzajemnie pozabijać wymyślając wojnę domową, pucz wojskowy i kilka jeszcze innych "atrakcji" na skutek których ucierpiała głównie ludność cywilna.
Potem swoje dołożyli Kurdowie, którzy (Turcja do tej pory nie może zrozumieć dlaczego) nie bardzo lubią jak się do nich strzela i nie pozwala im się żyć zgodnie z ich wielowiekową tradycją. Zresztą Turcja ma w takim podejściu olbrzymie doświadczenie... Imperium Osmańskie, Genocyd Ormian, to daje Turcji prawo do zaznaczenia hasła "ludobójstwo" w rubryce "specjalizacja" w druku akcesyjnym do Unii Europejskiej.
Dobra... Turcja odpadła, ale się nie poddawałem.
Może tylko Albania, Grecja i powrót do domu?
Tu też się nie powiodło, bo na drodze stanęła praca zawodowa mojej Pani, jej zobowiązania i walki z Urzędami... masakra... brrrrrr
Nic to, dalej się nie poddawałem.
Wymyśliłem sobie Iran na listopad. Kupiłem bilety lotnicze, spakowałem się i... drastycznie zaostrzyła się choroba mojej Mamy (tu się zaczęła ta mocno nieudana część prywatna i rodzinna), a jej stan się na tyle pogorszył i był na tyle poważny, że o kilkutygodniowym wyjeździe mowy nie było.
Za to pojechałem na 3 dni w Ukrainę, śladami swoich dziadów (Dziadek ze strony Ojca urodził się w miasteczku Narodiczi, relatywnie niedaleko od Czarnobyla).

Piękny pałacyk w jesiennym płaszczu... - niestety nie zapisałem nazwy miejscowości :(
 
Pochodziłem po Kijowie, odstałem swoje pod bramą do strefy ochronnej Czarnobyla, odwiedziłem Narodiczi, Tarnopol, Żytomierz, Lwów. Piękna jest Ukraina i jakaś taka skłaniająca do refleksji... i nie spotkałem się z objawami nieprzychylności dla Polaka.
Planuję osobny post o tym wyjeździe. I planuję nawet, że się uda ;)
A potem już się poddałem...
Choroba Mamy skończyła się niestety tym, że zarzuciłem projektowy wyjazd do Afryki - tu, nie ukrywam, swoje dołożyły skrzętnie zbierane wieści o niesprzyjających okolicznościach (skokowy wzrost przestępczości wobec Europejczyków i w ogóle białych, susza, głód i niepokoje społeczne na całym wschodnim wybrzeżu Afryki (a to przecież moja wymarzona destynacja).
Efekt?
Mamy nie ma, wakacji w 2016 nie było i wyjazdu do Afryki nie ma, blog i fanpage na FB zarzucony na rok - ale żyć trzeba dalej... "show must go on" jak napisał i proroczo sobie wyśpiewał Freddy Mercury.
Zatem jakoś się ogarnęliśmy i w tym roku śmignęliśmy w Karpaty, nad morze Czarne i w Bałkany (niestety tu tylko przejazdem).
Zapraszam do zakładki "2017 - Rumunia, Bułgaria", która niedługo się ukaże... mam przynajmniej taką nadzieję :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz