17 grudnia, 2014

2014 - podsumowanie

no i (w sumie bez większego zaskoczenia, bo powtarza się to co roku) nadeszła końcówka roku... czas bilansów podsumowań, planów na przyszły rok, deklaracji i zobowiązań.
no to przecież i ja nie mogę być gorszy, zatem kolejno: podsumowanie za rok 2014 (sukcesy i porażki), plan na rok 2015 i wstępne założenia roku 2016...

2014 ROK

to rok dla mnie przełomowy... dlaczego? a z miliona co najmniej powodów, lecz podzielić się mogę kilkoma tymi, które mają związek z projektem 50+Afryka:
  1. ośmieliłem się MIEĆ MARZENIE. swoje. własne. nie inspirowane, nie dla kogoś, nie "dla sprawy", nie "w celu". a to osiągnięcie jak dla 47 latka...
  2. podzieliłem się tym marzeniem z najbliższą mi osobą i zacząłem planować... już nie tylko marzyć, śnić, tylko realnie działać w kierunku realizacji (link do strony: 50-plus-afryka/wyjazd)
  3. zacząłem szukać i poznawać ludzi, którzy jeździli, jeżdżą i zapewne jeździć będą po najdalsze krańce świata... to cudowni ludzie... Kasia i Andrzej, Adam, Michał i Kasia o tylu, tylu innych... - co dla mnie było niespodzianką, nikt mnie nie wyśmiał, nikt nie przyciął skrzydeł, nikt nie postukał się w głowę.
  4. podzieliłem się marzeniem z przyjacielem. potem z drugim i trzecim... i znów: "Krzycho. Trzymam kciuki. Uda Ci się. A jak trzeba będzie - pomogę..."
  5. zacząłem czytać o wyjazdach, poznawać specyfikę tego typu podróży (jakoś nie przylgnęło mi do serca sformułowanie "wyprawa".. nie wiem czemu, ale wolę wyjazd, lub podróż)
  6. znalazłem dwóch chętnych kumpli, którzy zapała;i chęcią wzięcia udziału w projekcie... niestety ich zapał przygasł.
  7. założyłem tego bloga
  8. założyłem stronę projektu na Facebook (link do strony: 50+ Afryka)
  9. podjąłem próbę kupna samochodu wyjazdowego - dziquna. niestety nie wyszło. samochód o specyfikacji japońskiej nie dostanie dopuszczenia do ruchu na terenie EU: (link do strony: 50-plus-afryka/samochod)
  10. pojechałem w pierwszą trasę testową... miała być zrealizowana dziqunem, ale niestety - ze względu na jego brak, pojechaliśmy normalną osobówką. ale i tak prawie 5.000 kilometrów przejechane, mnóstwo zobaczone i przeżyte... super wyjazd był (link do strony: 50-plus-afryka.blogspot.com/Chorwacja)
  11. opracowałem dokładnie plan pierwszego wyjazdu. wyjazdu "przez Afrykę". (link do strony: 50-plus-afryka/across Africa project)
  12. nawiązałem kontakt, który zaowocować spotkaniem i rozmową a może i pierwszym kontraktem sponsorskim/patronackim - czas pokaże, czy moje nadzieje się spełnią ;)
  13. zainicjowałem kontakt, który może wzmocnić mnie merytorycznie (wiedza i umiejętności) - kontakt z Państwową Akademią Nauk. czekam teraz na ich odzew... strasznie mi zależy...
  14. zaczynam szukać Sponsora. lub Sponsorów... taki wyjazd to droga impreza, ale mam dużo do zaoferowania...
  15. i co jest dla mnie jednym z najważniejszych - okazało się, że istniejecie. że się interesujecie.że trzymacie kciuki iże dobrze mi życzycie
ot i tyle.. mam wrażenie, że to całkiem dużo jak na pierwszy rok :))

2015 ROK - planowanie (ogólnie)

  1. szukanie Sponsora lub Sponsorów
  2. kupno samochodu wyjazdowego i pierwsze prace przy jego przystosowaniu
  3. następny wyjazd testowy (tym razem mam nadzieję, że już samochodem wyjazdowym) - jeszcze nie wiem gdzie... najprawdopodobniej Kaukaz, może Albania?
  4. druga próba kompletacji załogi. choć kilkoro chętnych na cząstkowe trasy jest... :)
  5. uszczegółowienie następnych etapów projektu (Azja, Oceania, Ameryka, Australia)

PODZIĘKOWANIA

dziękuję Wam wszystkim. ale są też osoby, którym chcę podziękować szczególnie... i tak dziekuję szczególnie:
  1. Monika. za to, że jesteś i że mnie wspierasz, i że bierzesz udział w przygotowaniach i wyjazdach, i że dajesz mi zaznać co to znaczy być tatą (co z tego, że przyszywanym... z Antonim to nie ma żadnego znaczenia). Monika - ciamciaramciam...
  2. Adam Śliwek. Ty wiesz. ja wiem, że Ty wiesz. bo nie ma innego takiego jak Ty. przepraszam... jest Twoja Śliweczka Ania... :) ... Ania, Adam - dziękuję za to, że u Was zawsze jestem u siebie i zawsze czuję Was za swoimi plecami.
  3. Tomek H. chłopie - jesteś w tym bałaganie diamentem. kanciaty, z ostrymi krawędziami, ale jak kryształ. przywracasz mi wiarę w ludzi chłopaku...
  4. Ewa G. nie wiem jak Ci dziękować. słowa to za mało, więc po prostu - DZIĘKI EWA.
  5. Ania Budzilla. za syzyfową pracę przy przekopywaniu FB i miłe obietnice. no i za urocze spóźnienia i porąbanego męża/niemęża ;)
  6. Marcin I. ... dziękuję Ci.
  7. Wojtek D. Sławek R. Adam K. Kasia i Andrzej B. Michał F i Kasia K. Grzegorz W. - dzięki...
  8. i wszystkim którym podoba się ten projekt, którzy mnie wspierają, zachęcają, trzymają kciuki, budują i wzmacniają a szczególnie tym, którzy wierzą... - DZIĘKUJĘ!!!

30 listopada, 2014

cisza... spokój...

na razie jest cisza i spokój...
czasem tak jest, że sprawy toczą się w tle i nie zależą od nas. i żebyś stanął/stanęła na głowie po wykręceniu potrójnego tulupa... nie przyśpieszysz... i teraz jest taki właśnie moment w projekcie.
zaręczam, że projekt "50+ Afryka" się toczy. a osobom wątpiącym* - obiecuję, że do wyprawy dojdzie. w zaplanowanym czasie.
być może - jeżeli nie uda się zgromadzić środków - w odrobinę innej formie (np. z udziałem środków komunikacji lokalnej).
być może - np. ze względu na wojnę/wojny domowe na terenie płw. Arabskiego - z ograniczeniem niektórych punktów trasy.
teraz czekam. niecierpliwię się ale - czekam. nie na wszystko mam wpływ, nie wszystko mogę przyśpieszyć.



tak, czy inaczej - RZECZY SIĘ TOCZĄ!!!
:)




* osoby wątpiące - czasem o drugiej lub trzeciej w nocy - to głównie ja ;)

06 listopada, 2014

pierwsza rozmowa sponsorska

no i "pierwsze koty za płoty" :)
pierwsza rozmowa z potencjalnym sponsorem już za mną. stres ogromny, nerwy mnie zżarły tak, że odwrotnie zbindowałem prezentację projektu... :) i trzeba było ją oglądać nie dość, że od tyłu do przodu, to jeszcze czytając z dołu do góry.
masakra...
mimo wszystko, rozmowa przebiegała w nadzwyczaj przyjaznej atmosferze i spotkałem się ze zrozumieniem i zainteresowaniem. było rewelacyjnie :)

mam nadzieję, że niedługo na stronie zostanie zawieszone pierwsze logo. logo patrona medialnego...
:) :)

24 października, 2014

Decyzja zapadła

no i podjąłem decyzję, co do wyboru tras... dokładniejszy opis i więcej szczegółów na podstronie bloga "wyjazd"

dajcie znać, co o takich trasach myślicie.

prawda, że to wyzwanie?
wiem, że to cholerne trasy... trudne, wymagające determinacji, świetnego przygotowania i czasu na ich przebycie.
liczę się z tym, że część trzeba będzie przebyć bojąc się o zdrowie i życie, część będzie wymagała dodatkowych kosztów - ale to MÓJ cel.
jak to mawia jedna z ulubionych przeze mnie postaci (król Julian z "Pingwinów z Madagaskaru"): BO TO JEST BARDZIEJ MOJSZE!

:)

czekam niecierpliwie na Wasze uwagi



30 września, 2014

planowanie...

lato się skończyło, wakacje zapomniane, po urlopie nie ma śladu a i noga się pomału kuruje.
no i trza zacząć myśleć i planować, gdzie i jak w przyszłym roku pojechać.
bo to, że gdzieś chcę, jest bezdyskusyjne :)

a pomysły są dwa: kierunek Grecja lub kierunek Kaukaz...

kierunek Grecja wygląda w założeniach mniej więcej tak: link

czyli circa 5.500 - 6.000 kilometrów, 12 krajów i minimum 4 tygodnie, żeby coś zobaczyć, poznać i przy okazji odpocząć.

a kierunek Kaukaz (w założeniach) - tak: link

od 8.500 - 9.000 kilometrów (a jeszcze nie wiadomo co z możliwością przejazdu samochodem), 7 przejechanych krajów i - w zależności od środka transportu, od 4 do 6 tygodni.

ciekaw jestem Waszych opinii.
dajcie znać, co byście radzili i co wybrali... niekoniecznie zamykając się do wyboru przewidywanego przeze mnie - w końcu to tylko pomysły :)

26 września, 2014

Chorwacja - podsumowanie

było pięknie i nieziemsko... to w skrócie telegraficznym :)


wyjazd 06.09, powrót 26.09 - w zespole:

moja Monika - logistyka, pilotaż i planowanie
nasz Antoni (lat 6 i jak go określałem w rozmowach z naszymi gospodarzami na Chorwacji: sweet little terrorist) - przeszkadzanie nam i podobijanie serc naszych gospodarzy oraz wszelakich sprzedawczyń, kelnerek i ekspedientek
i niżej podpisany krzyhco MAO's :) - marudzenie, narzekanie, zakwaterowanie i transport

przejechane 

4.514 kilometrów od wyjazdu z domu do powrotu do domu

trasa przebiegająca przez 7 państw: 

Czechy, Austria, Słowenia, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Węgry, Słowacja

odwiedzone miasta - postoje dłuższe niż tylko na posiłek: 

Czechy: Mikulov
Chorwacja: Poreč, Trogir, Split, Stari Grad, Trpanj, Ston, Dubrovnik, Stanići, Omiš,
Bośnia i Hercegowina: Mostar
Węgry: Nagykanizsa, Budapest

najlepiej zapamiętane:

Mostar ze względu na jego historię, na ślady wojny, na cmentarze muzułmańskie, na zdjęcia zniszczonych meczetów, na ludzi którzy umieją cieszyć się życiem mimo wszystko i są tak zawstydzająco otwarci
Stari Grad ze względu na piękno, zabytki, winnice i gospodę w miasteczku Dol
Dubrovnik ze względu na muzykę na starówce i wąziutkie uliczki - max 3 metry - obwieszone kiściami i girlandami kwitnących, przeróżnych kwiatów oraz - co najbardziej nas uderzyło - wywieszone w poprzek tych uliczek sznury z suszącymi się różnokolorowymi ciuszkami i szmatkami
Split ze względu na Pałac Dioklecjana i mieszkających w nim ludzi
Ston ze względu na Stonkę, na widoki w mieście, na uliczki, przecudne ujecie wody pitnej i mury warowne
Adriatyk ze względu na to, że Chorwaci (jestem pewien na 100%) malują go codziennie na niebiesko :)))
chorwackie góry, palmy i skały ze względu na to, że są cudowne
chorwackie piekarnie i pieczywo ze względu na obłędny smak
chorwackie owoce morza ze względu - patrz powyżej
Budapest bo nas nie lubi

niezapomniane:

Stonka - nie wiem co o niej napisać. biała koteczka. była. cierpiała. a teraz już jest jej dobrze i nikt jej już nie skrzywdzi.

kłopoty:

poza kłopotami zdrowotnymi, i brakiem zielonej karty którą musieliśmy dokupić na granicy chorwacko - bośniackiej, tylko pogoda była przejściowym kłopotem.
deszcze:
z 20 dni wyjazdu, było aż 5 dni deszczowych (Chorwacja) i to fakt, któremu dziwili się sami Chorwaci. ponoć 2014 to najgorszy rok od wielu dziesięcioleci. mało słońca, dużo deszczu i chłodno (no... akurat na chłód nie mogłem narzekać, z czym się na pewno nie zgodzą ani Monika ani Antek...)
chłód:
ostatnie 3 dni dały nam popalić. to fakt. ale 6 stopni po południu (Plitvickie Jezera) i 4 stopnie rano (Budapest) może zdenerwować podczas letnich wakacji.
poza tym, tak naprawdę nie było kłopotów (i dzięki Bogu). granic praktycznie nie zauważaliśmy, policji też a to dzięki ostrzeżeniem Śliwka (Adaś: ponownie dziękuję) nie przekraczałem dozwolonych prędkości więcej niż o 5 km/h.
tym, którzy mnie znają: zaręczam słowem honoru, że się pilnowałem... :)))

niedogodności:

uwaga na kwatery:
trzeba uważać na gospodarzy w Chorwacji. pomimo ich serdeczności i ciepła jakie okazują, czasem opisy ich kwater (rezerwowaliśmy przez booking.com) różnią się nieco od rzeczywistości.
może się okazać, że mimo deklarowanej wanny dostanie się prysznic, zamiast widoku na morze może będzie jakikolwie widok, i zdecydowanie zalecamy sprawdzanie czy w Waszym pokoju jest WiFi (i jak działa).
my, w ponad 50% przypadków nie mieliśmy w pokoju internetu a w dwóch wypadkach nie było go nigdzie na terenie budynku - pomimo deklaracji właściciela.
w jednym wypadku ruter był uszkodzony a w drugim - właściciel miał wyczerpany limit na karcie. obydwa wypadki w Starim Gradzie.
przejazdy:
masakrycznie ustawione ograniczenia prędkości... na 500 metrach drogi, potrafi być do 6 znaków ograniczenia (tyle naliczyłem) ustawione jak się wydaje, po dużej dawce czegoś zakazanego... 30, 70, 50, 90, 50, 70...
na serpentynach ograniczenie do 70 a na prostej drodze, do.. 40. masakra...
gastronomia:
w niewielkich chorwackich miejscowościach (pewnie ze względu na okres poza sezonem wysokim), życie umiera po 18.
część knajpek się zamyka, tak samo jak sklepy, piekarnie zamyka się "na patyk" lecz poza tym, jedzenie boskie... pieczywo, ryby, owoce morza, jagnięcina, cevapci, cevapcici i cała reszta...

śmiechowe historie:

Budapeszt - historia 1: wjechaliśmy do miasta. byliśmy mocno głodni, więc chcąc zjeść coś lokalnego, postanowiliśmy pojechać na obrzeża miasta. pomyśleliśmy, że tam będzie bardziej węgiersko, bardziej oryginalnie i trochę taniej... :)
jedziemy zatem. nic nie rozumiem z tablic reklamowych i szyldów, więc szukam "wystających" stolików, parasoli, albo narysowanych kufli piwa.
i... dupa.
po przejechaniu 15 kilometrów doszliśmy do wniosku, że to jest miasto należące do samochodów.
na każdym kroku są salony samochodowe, warsztaty, firmy tuningowe, stacje benzynowe, myjnie, sklepy z częściami, komisy, etc...
co dziwne, napisy typu: tuning, used car, ford, citroen, albo z innej bajki: fitness, można było napisać w języku zrozumiałym dla przeciętnego europejczyka.
ale kto do qrwy nędzy liczy na to, że turysta się domyśli, że słowo Étterem znaczy Restauracja?!!
ja w każdym razie się nie domyśliłem. Monika i Antek też nie, w związku z czym pierwszy węgierski posiłek zjedliśmy w.. Burger King.

Budapeszt - historia 2: po zarezerwowaniu kwatery, rozlokowaniu się i wypakowaniu, poszliśmy coś zjeść. po sutym posiłku wracamy zatem do domu.
przy drzwiach - niemiłe rozczarowanie: nie możemy otworzyć drzwi do budynku (po przednio wpuszczała nas właścicielka za pomocą kodu do domofonu).
po kilkunastu próbach, jedyne wyjście - telefon do właścicielki i zjebka, że dała nam trefny klucz do drzwi od klatki. babka się gęsto tłumaczy, że nie, że na pewno ten, a mnie już szlag trafia gdy baba stwierdza, że może być najwcześniej za godzinę (a my z 6-cio latkiem, a godzina 21:30).
przy okazji napatoczyła się jakaś babinka, która domaga się od Moniki informacji w jakim języku my rozmawiamy... okazuje się, że to żona byłego węgierskiego ambasadora w Polsce i kobita świetnie zna polski. dogadujemy się, kobita nas wpuszcza (ona właśnie wychodzi z psem na spacer) i... okazuje się, że jesteśmy na nie swojej klatce...
wtopa...
ale cóż, zdarza się. spokojnie wychodzimy z nie swojej klatki, a tu znów Pani Ambasadorowa pełna zaniepokojenia co się stało (przecież musiała nas zobaczyć, nie?!) leci ratować świat - to znaczy nas w tym wypadku. wstyd się przyznać - nakłamaliśmy jej, że zapomnieliśmy czegoś w samochodzie i lecimy kurcgalopkiem do naszego "paska".
to znaczy ja lecę z Antonim, bo Monika postanowiła tego dnia pomylić wszystko co się da i zaczęła się szarpać z klamką jakiegoś bogu ducha winnego mercedesa.
dzięki Bogu, mercedes stał pusty i nie włączył się autoalarm, choć Monika szarpała się z nim dzielnie...

nawiasem mówiąc, nasza klatka została przez nas odkryta dopiero za 3-cim razem...

wywiezione i od czasu wyjazdu - smakowo utęsknione:

rakija - po ichniemu smokovica (tzn, zrobiona ze smokvy, czyli fig)... absolutna małmazja... a może się jej równać wyłącznie wino prosek...
prošek - słodkie wino, zrobione z podsuszanych winogron, leżakowane przez dłuższy czas niż zwykłe wina deserowe

pewnie z czasem jeszcze coś się przypomni - wtedy dopiszę... :)

a jak macie jakieś pytania, lub chcecie się czegoś dowiedzieć - piszcie. 

postaramy się odpowiedzieć.

10 września, 2014

wyjazd do Chorwacji


wyjechaliśmy... pierwszy etap przygotowań do podróży został rozpoczęty.
relacja z wyjazdu jest i (mam nadzieję) będzie zamieszczana na stronie Chorwacja

:)))

04 września, 2014

pierwsza porażka


no i niestety - Dziquna nie da się zarejestrować w Europie (poza Anglią) bez nakładów finansowych przekraczających moje możliwości.
model którym jest ten samochód ma specyfikację japońską, która jest akceptowalna w Anglii i nigdzie indziej w Europie.

trudno :(
liczyliśmy się z tym, ale jednak przykro - rozczarowanie ogromne.

pozostaje nam jednak jeszcze ponad dwa lata na znalezienie samochodu, którym pojedziemy w wyjazd życia :):):)

Frankfurt nad Menem


dojechaliśmy z samochodem na lawecie do Frankfurtu.
tu mieszkają dobrzy ludzie, którzy zgodzili się mnie na kilka dni przygarnąć, aż uda mi się dopełnić wszystkich formalności związanych z zameldowaniem, przeglądem techniczny, ubezpieczeniem i rejestracją samochodu.
Asiu, Wojtku - dziękuję Wam gorąco za poświęcony mi Wasz czas, udostępnienie mieszkania, Waszą bezinteresowność i pomoc w sprawach formalnych i urzędowych.

Frankfurt? dla mnie to miasto niespodzianka: niesamowity mix narodowści, ras, wyznań i - co dla mnie nowe i wspaniałe - kultur.
na ulicy (w okolicy Dworca Głównego) najrzadziej się widzi twarze stricte germańskie. Słowianie, Hindusi, Afrykańczycy, Persowie (jakoś daje się ich wyróżnić...), Arabowie, Romowie i co komu tylko przyjdzie do głowy.
w promieniu 500 m od Dworca, naliczyłem sklepy spożywcze i knajpki (no i główny kierunek moich zainteresowań się właśnie wydał...): tajskie, afgańskie (w tym jedna kabulska), malezyjskie, z Bali, afrykańską, koreańską, chińskie, japońskie, bośniacką, irlandzką, kilkanaście różnych arabskich (a wszystkie HALAL) a w jednym z większych sklepów z żywnością orientalna, nawet spory dział koszernej żywności...
jakżeż mi się podoba kraj, w którym restauracja "Sfinks" nie jest wyznacznikiem orientalnej kuchni...

natomiast formalności? z jednej strony - masakra... urzędy np. czynne (we środę) od 7:30 do 15:00 i żeby na łbie stanąć, nie da się nic załatwić po południu. jakiś inny świat. część urzędników/urzędniczek - do zagryzienia od razu. wszystko ma swoje tempo, swoją rangę, swoje reguły i procedury.
a z drugiej strony, proces zameldowania niżej podpisanego trwał całe 10 minut i potrzebne do tego były tylko dokumenty tożsamości meldowanego i meldującego. miasto niespodzianek...

27 sierpnia, 2014

Przymiarki do wyjazdu...

28 SIERPIEŃ 2014

długa przerwa w pisaniu, ale dużo się dzieje.
Znowu mój pomysł jest moim - choć cały czas oczywiście dzielnie mnie wspiera i kibicuje Monika. Maciek i Darek chyba zostali pochłonięci przez codzienne obowiązki.
plan wyjazdu się zmienił... i to dość drastycznie... 
teraz jest to plan na 8 lat :):):) - zerknijcie na zakładkę Trasy (są dwie opcje... ciężko się zdecydować)
stałe punkty każdego program/wyjazdu/trasy to:
data wyjazdu - 15.03.2017
pierwsza trasa - dojazd do Afryki

dalej podejmuję starania o sponsorów - w październiku mam obiecane trzy spotkania :):):):)
szansa jest - a co z tego wyjdzie? 
a no. pażyjom - obaczym
tak czy inaczej - jadę. nawet bez sponsora.

poza tym... kupiliśmy samochód a auto, które ma swoje imię, zasługuje na szacunek, czyż nie?
ten ma na imię "Dziqun" i jest taki. krnąbrny, nieokrzesany, ale jest tym czego szukaliśmy.
zerknijcie na zakładkę samochód - zobaczycie go.

a ostatni pomysł, to pierwszy wyjazd szkoleniowy - muszę się nauczyć Dziquna, muszę się nauczyć poruszać pojazdem 4x4, muszę "rozkminić" blokadę dyfra, etc... - więc jedziemy za kilka dni w Bałkany.
Relacja z wyjazdu będzie sukcesywnie uzupełniana.

08 MAJ 2014

no i znowu los postawił na naszej drodze rewelacyjnych ludzi... Michał i Kasia (polecam: Michał Frąckowiak i Katarzyna Kugiel) - z tym, że miny Michała nie należy brać na poważnie...
bardzo fajny, pełen pasji chłopak ze wspaniałą dziewczyną u boku.

mnóstwo doświadczenia, ogrom wiedzy i obezwładniająca pasja, a to wszystko opakowane w humor, uśmiech i pozytywne nastawianie do ludzi.
mamy nadzieję, że uda nam się spotykać częściej.

pozdrawiamy Was z Moniką serdecznie :):)

Michał zjechał cały świat.
ekspedycjamichal.pl - był, pracował, widział, spał i jadł tam, gdzie i ja chce, mam zamiar być - i będę.
ostatnią (jak zrozumiałem) część swojej eskapady dookoła świata czyli Aftykę, zjechali z Kasią, samochodem wyposażonym i zabudowanym "hand made" przez Michała - Mitsubishi Space Gear tzw. "Dziqunem" - rewelacyjny pomysł, projekt i wykonanie...
super wyprawówka...


02 KWIECIEŃ 2014

spotkaliśmy się z rewelacyjnymi ludźmi. z Adamem i Basią oraz Kasią i Andrzejem.
super ludzie i bardzo fajna znajomość... pomijając ich wiedzę i ogromne doświadczenia dotyczące wyjazdów i wypraw, to mam nadzieję na bardzo atrakcyjną dla nas znajomość.
wiele cennych rad, uwag, porad i sugestii. najważniejsza:
wybiłem sobie ze łba przejechanie całej Afryki dookoła w 6-7 miesięcy.
stąd też zamieszczony nowy - wstępny na razie - plan trasy, uwzględniający Gruzję, Armenię, Irak, Arabię Saudyjska i Afrykę do RPA.
to mam nadzieję już realny do realizacji plan.
teraz czeka nas podejmowanie aktywniejszych działań w celu pozyskania sponsora/sponsorów.
trzymajcie kciuki.


KONIEC MARCA 2014

i kolejny fart - przez przyjaciela (Adama Ś. dalej "Śliwek") poznałem rewelacyjnego faceta: Stacha.
Stachu był wszędzie, robił wszystko i wszystko wie i wszystkich zna...
słuchałem go z opadniętą szczęką i wytrzeszczem oczu.
wsparcie i deklaracja pomocy z jego strony to cenna rzecz.


MARZEC 2014

przymiarka pod kompletację zespołu (zapewne nieostatnia)
jest nas na razie 3:
- Maciek P.
- Darek A.
- no i ja.
zapewne w pierwszej części wyprawy towarzyszyć nam będzie więcej osób, które wrócą z okolic Arabii Saudyjskiej do Polski.
a potem?
a potem jazda hajdamacka jak ni...

POCZĄTEK MARCA 2014

cały czas w panicznych ruchach związanych z planami, planami dotyczącymi zrobienia planów i planami o zorganizowaniu się w sprawie planowania
w sumie nic konstruktywnego - poza rozwinięciem podstawowej koncepcji wyjazdu, do niebotycznych rozmiarów.
ale na to nie to miejsce i nie ten czas.

kolejna "gwiazdeczka" - poznałem przez gmail ludzi (Kasię z Andrzejem i Adama z Basią), którzy przejechali Afrykę w całości (Adam z Basią) lub w jej części (Kasia z Andrzejem).
planujemy
się spotkać... może się uda poznać ludzi, którzy tam byli i wiedzą co i jak.

PIERWSZE REALIA - LUTY/MARZEC 2014

- poprawienie trasy... tym razem wyszło 6 miesięcy, ale ilość kilometrów wzrosła do 43.000
- poznałem super gościa - Krzyśka, który jeździł, jeździ i jeździł będzie.
polecam jego portal http://www.nasze4x4.pl
rewelacyjny gość z pasją i smykałką, a poza tym dzieli się wiedzą i doświadczeniem - nie ściemnia.
nawet jak to nieprzyjemne dla słuchającego (np. odzieranie ze złudzeń o własnej doskonałości autora tych słów ...).
ale warto było.

PIERWSZE PRZYMIARKI - KONIEC STYCZNIA 2014

no i siadam - teraz trochę śmieszne jak sobie przypominam:
- planuję trasę: prawie 30 tysięcy kilometrów w 3-y miesiące
- "zbudowałem" we własnej imaginacji samochód wyprawowy: Landrower Defender i pewnie ważyłby ze 6 ton z tym sprzętem co go poupychałem. zamiast wyjechać w trasę, wziąłby się i przewrócił...
- i pierwsza rozmowa z kumplem Maćkiem i strzał w "10" - taki sam dekiel jak i ja... i już jest nas dwóch.





AUTOPREZENTACJA

a to ja... 
na dziś (2014 rok) 47 letni, łysy, potężnie zbudowany mężczyzna - no dobra... grubas :))), z zamiłowaniem do sportów ekstremalnych takich jak szachy i warcaby, bo bierki są już zbyt groźne dla zdrowia i życia...

najbardziej zwariowana rzecz jaką zrobiłem do tej pory przez 25 lat samodzielnego życia, to rozwód... - równie szalony, jak planowany za trzy lata wyjazd.
to co mam i kim jestem, w sporej części zawdzięczam Monice - choć sobie też oddaję znaczne zasługi :)))

w chwili, gdy moje marzenie przybrało formę i się wykrystalizowało, poczułem się tak jakby ktoś dał mi prezent...


nie byle jaki prezent. cały świat...

Początek

no i stało się...
jest całkiem zdrowo wariacki pomysł... objechać Afrykę dookoła.
pomęczyłem się kilka dni i zaprzągłem moją Panią do roboty (a mówiąc wprost - powiedziałem jej o tym pomyśle
przy obiedzie).
i się udało! pomysł zaakceptowany a ja od zaraz w pełnym galopie, tzn pocę się udając, że znam odpowiedzi na pytania:
- jak?
- kiedy?
- czym?
- jaka trasa?
- jaki czas?
- jaki koszt?
- ...
i milion innych, ale najważniejsze, że pomysł zaakceptowany i można się zacząć pocić z początkami przygotowań.

i nikt nie wyśmiał, nikt nie podcina skrzydeł.